Orzeł Unin - Sęp: derby pełne walki, Orzeł wykorzystał szansę i wygrał 1:0

Już przed pierwszym gwizdkiem, rozpoczynającym dzisiejsze derby, nieco iskrzyło pomiędzy zawodnikami obu drużyn i było pewne, że całe spotkanie będzie niezwykle zacięte. Od pierwszych minut byliśmy świadkami twardej gry, walki o piłkę i częstego posuwania się do faulowania przeciwników. Niestety sytuacji strzeleckich, a tym bardziej bramkowych, było jak na lekarstwo, przez co nieco cierpiało całe dzisiejsze widowisko.
Pierwsza połowa zakończyła się bezbramkowym remisem. Obie strony oddały kilka strzałów, ale żaden z nich nie był na tyle groźny, by zmusić bramkarza drużyny przeciwnej do kapitulacji. Częściej w polu rywala gościł Sęp, ale brakowało wykończenia akcji. Uderzeń z dystansu próbowali Hubert Król, Szymon Kryczka oraz Mikołaj Głodek z rzutu wolnego – każde było wybronione lub minimalnie niecelne. Gospodarze próbowali swojego szczęścia ze stałych fragmentów gry, ale piłka uderzana głową także mijała światło bramki.
Orzeł Unin
Sęp ŻelechówNieco więcej zaczęło dziać się po przerwie i zmianie stron. Sęp mógł wyjść na prowadzenie, ale w dobrej sytuacji ponad poprzeczką przestrzelił Szymon Kryczka. Dobry strzał z 15. metra oddał także Sebastian Wdowiak, ale zdołał go obronić bramkarz rywali. Orzeł, wykorzystując błędy naszej defensywy, także miał swoje okazje, ale albo pewnie bronił Dominik Kowalski, albo udawało nam się w inny sposób zażegnać niebezpieczeństwo w polu karnym. Niestety popełniliśmy jeden poważny błąd w 69. minucie, który bezlitośnie wykorzystali podopieczni trenera Rafała Głąbickiego...
Gospodarze wykonywali rzut wolny ze środkowej strefy boiska, dośrodkowując piłkę w nasze pole karne. Opanował ją zawodnik z Unina i wyłożył ustawionemu na szesnastym metrze Rafałowi Wielgoszowi, a ten pewnym uderzeniem pod poprzeczkę posłał ją do bramki Dominika Kowalskiego. Orzeł wyszedł na prowadzenie 1:0. Sęp próbował „gonić” wynik, ale brakowało nam pomysłu na sforsowanie defensywy Orła. W doliczonym czasie gry (dodatkowe 5 minut) nasi piłkarze sygnalizowali prowadzącemu spotkanie sędziemu Arkadiuszowi Pazdyce zagranie ręką we własnym polu karnym przez piłkarza Orła, ale zdaniem arbitra nie było tam nieprzepisowego zagrania. Chwilę później usłyszeliśmy gwizdek kończący mecz, który niestety zakończył się naszą przegraną 0:1.